niedziela, 17 sierpnia 2014

Szczepienia

O to trudny temat, ale nie będzie o zachęcaniu czy zniechęcaniu do szczepionek. Chodzi mi bardziej o Wasze prawa gdy chcecie/nie chcecie zaszczepić dziecka. Czemu podejmuję ten temat? Ostatnio usłyszałam o tym, że u mnie w mieście...

Źródło: Internet
Tak w moim mieście - koleżance dzieci zostały zaszczepione bez pytania na pneumokoki (należały się jej darmowe). Ona nie chciała tej szczepionki a została poinformowana, że dzieci są zaszczepione na wszystkie podstawowe szczepienia i pneumokoki. Zrobiła wielkie oczy, bo nikt się nie zapytał jej o zgodę. Co teraz? Pneumokoki są obowiązkowe dla wcześniaków i dzieci z niską wagą urodzeniową, więc w sumie nie musieli jej pytać o zgodę a ona sama powinna poinformować, że chce odroczyć to szczepienie - szkoda, że nie zrobiła tego, z drugiej strony lekarz lub pielęgniarka ma obowiązek poinformować o tym, na co dziecko ma być zaszczepione i my jako rodzice musimy wyrazić na to zgodę. W tym przypadku tego nie było. Na szczęście NOPu nie było, ale co by było gdyby się zdarzyło. Mogłaby dochodzić swoich praw, ale co z tego jak dzieci byłyby poszkodowane. Więc pamiętajmy by na każdym szczepieniu pytać na co dziecko będzie szczepione za nim wbiją naszym pociechom igłę. Będziemy mieć pewność, że zostanie dziecko zaszczepione na to co chcemy i nic więcej.
Wiem jednak, że jest wiele mam, które nie są pytane już w szpitalu o to czy się zgadzają na szczepienie swojego noworodka. Koleżanka powyżej została zapytana i poproszona o podpisanie dokumentów przed cesarskim cięciem. Ja natomiast zostałam zapytana o to po porodzie gdy już ochłonęłam i mój maluszek był ze mną. Tylko ona nie została poinformowana o możliwości odczynu poszczepiennego i ewentualnych komplikacji. Nikt jej nie przedstawił jakie konsekwencje zdrowotne mogą się pojawić (tfu,tfu są zdrowymi maluszkami). Czy personel medyczny w Polsce nie jest doinformowany, przeszkolony czy po prostu im się nie chce? Nie wiem. W każdym razie rodziłyśmy w innych szpitalach.
Martwi mnie pobłażliwe podejście do sprawy. Lekarze w punktach szczepień też nie są lepsi. Na pierwszym szczepieniu Pani Pielęgniarka (tu należy się jej duża litera) o wszystkim mnie informowała, ona ze mną rozmawiała jak człowiek z człowiekiem. A on, lekarz? Lekarz był znudzony życiem, zrobił wszystko na odwal, a gdy zadawałam pytania zbył mnie, że ma dużo innych dzieci teraz do szczepienia i że nasze problemy same z siebie miną. Zero kontaktu i dialogu. Smutne to trochę, bo jako młoda mama od kogo mam brać informacje medyczne? Z gazet? Od znajomych? Czy z Internetu?
Nie którzy lekarze traktują Cię jako kolejną pacynkę - osłuchany->zważony->gotowy do szczepienia->następny.
Z Internetu czerpałam informacje o NOPie, o jakiś nieprawidłowościach bo u lekarza słyszałam, że wyrośnie, że to taki etap... etc. Lekarz mnie nie poinformował, że jeśli mam wątpliwości do MMR, że mogę skonsultować się z neurlogiem - nawet jak o tym wspomniałam. Największym problemem chyba leczenia naszych dzieci jest ostatnio marna możliwość podjęcia dialogu z lekarzami. A to nie wina lekarzy lecz niestety NFZu, który przytłacza ich papierologią, normami, kolejkami. Lekarze zamiast leczyć martwią się tym, czy za danego pacjenta zostanie mu zapłacone. Czy to nie chore?

Jakie są Wasze spostrzeżenia z POZem? Możecie się podzielić tym w anonimowej ankiecie: 

2 komentarze :

  1. W szpitalu za drugim razem i trzecim się mnie pytali, a za pierwszym to robili co im przyszło do głowy nie racząć mnie nawet powiadomić o czym dowiadywałam się albo z papierów albo kiedyś tam na wizycie kontrolnej...szlak człowieka trafia dlatego nauczyłam się pytać o wszystko przy młodszych synach mając już przy pierwszym niezłą nauczkę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie w szpitalu podobnie. Ja do teraz nie wiem co dokładnie się stało, że musiałam mieć zrobioną cesarkę... To jest jakieś chore co się dzieje z lekarzami -.-

      Usuń

Dziękuję, że do nas zaglądasz i życzę radosnych dni z nami.