niedziela, 27 lipca 2014

Powrót

Wróciliśmy z wakacji. Ci co mają nasze FB, wiedzą mniej więcej co u nas się działo.
Powiem Wam że jazda pociągiem bywa męcząca ale jest mimo wszystko bardzo wygodna. Nie wiem jak Was ale mnie przerażały choćby 2h podróży z moim szkodnikiem a tu wybrałam się na 10h podróż. Choć pierwsza była krótsza i to wtedy się przekonałam, że można sobie dać radę.


Nie wyobrażam sobie takiej podróży w aucie. W drodze do Chorzowa z przesiadką w Katowicach w auto. Do Kępna mieliśmy miłe towarzystwo. Moją Mamę. Szymon ją uwielbia. Wolał ją ode mnie. Wyobrażacie to sobie? Powiem Wam, że Szymko dzielnie zniósł tą drogę choć od 14.30 zaczął być marudny i śpiący. Gdy moja Mama wyszła z pociągu dopiero zasnął. Czuł widocznie, że to ostatnie minuty z nią a do jej kolejnej wizyty daleko. Nacieszył się więc babcią ile się dało i poszedł spać. Obudził się około 40 minut przed Katowicami - uśmiechnięty i pogodny. Martyna na nas czekała na PKP i koniecznie chciała zabrać mi jakiś bagaż i pomóc. Ale jam jest Zosia Samosia. Po za tym plecak na plecach, wózek przede mną pod wózkiem mały plecak i łóżeczko turystyczne przez ramię i po co pomoc? Wpakowaliśmy się do auta i chwilę potem rozgościliśmy się w domu u Martyny i powitaliśmy Krzysia.
To co się działo potem jest to opowieść na całkiem osobny post. Chciałabym Wam jeszcze opowiedzieć o powrocie.
Powrót nagły- bo mieliśmy wrócić jutro, ale mąż może w poniedziałek płynąć na Finoandie (jakieś ćwiczenia 3 tyg.) a dziś ma służbę więc na sobotę chciałam wrócić by spędzić z nim choć jeden dzień jeśli ma wypłynąć, więc jechaliśmy nocnym pociągiem. W ten upał to chyba najlepsze rozwiązanie. Pociąg mieliśmy o 20.16 - bilet kupiony w ten sam dzień - cud, ze wolne miejsca były w przedziale dla matki z dzieckiem bo reszta pociągu zapchana po brzegi. Zapłaciłam zawrotną kwotę 49.65 zł za bilet Katowice-Świnoujście w pośpiesznej TLK. Na miejscu byliśmy o 6.45. Szymko zasnął już w aucie. Pożegnania są najgorsze, łzy mi stały w oczach, a z Martyna znałam się tylko przez Internet. Mamuśka z 4 dni młodszym Krzysiem od Szymka. Która mnie denerwowała ale taką ją polubiłam, że aż mi smutno, że nie mieszkamy bliżej siebie. A może ktoś wymyśli teleport byśmy mogły się częściej widywać?
Wracając do pociągu. Szymko się nie obudził gdy przekładałam go w wózek a potem w pociągu. Obudził się około 21.30 z wielkim wrzaskiem, przerażeni współpasażerowie byli, bo wrzeszczał przez sen aż minutę. Otworzył oczy - rozejrzał się, wtulił i poszedł spać dalej. Współpasażerowie. Matka studentka z 2,5 letnim synem, któremu groziła, że jak spadnie na ziemię z fotela to mu poprawi na "dupie" ojciec też chyba student podobne teksty lub zero zainteresowania dzieckiem. Ale za nim te teksty poleciały wydawali się spoko i porozmawialiśmy. Dowiedziałam się, że ich synek około 1,5 roku zaczął piszczeć i wrzeszczeć niemiłosiernie. ale że to mija - aktualnie mamy ten sam etap plus wielki wtulas we mnie, do tego stopnia, że zasypia przy mnie a potem trzeba go przenieść do łóżeczka (mamy w planie kupić mu normalne łóżko by go usypiać znowu u niego w pokoju). 
Podróż mijała nawet spokojnie dopóki 2,5 latek nie płakał i krzyczał i nie odpadła część pociągu z hukiem - na szczęście Szymko twardo spał. Osłona kabli na korytarzu odpadła nagle - drewno musiało już butwieć. Współpasażerowie mieli o to pretensje do konduktorów i  stwierdzali jak to tragicznie się jeździ pociągami. No i auto to najlepszy środek lokomocji (czemu nim nie jechali, nie wiem? i nie chcę wiedzieć.) O 1.30 wysiedli w Jarocinie i miałam względny spokój. Ale buraki nie powiedzieli do widzenia mimo, ze nie spałam i siedziałam na przeciwko nich. Konduktor dosadził nam do przedziału 3 dziewczyny - studentki ale o wiele milsze od tamtych z tym chłopcem. Bo spytały czy nie będą przeszkadzać, nie marudziły i były względnie cicho. Uśmiechały się patrząc na śpiącego Szymka, który o 5.25 się dopiero obudził. Ja przekimałam tuląc go drogę z Poznania do Szczecina - bez żadnej pobudki. O dziwo obyło się bez płaczu i dzielnie dojechaliśmy do Świnoujścia. Gdy się obudził był bardzo zdziwiony, że jest w pociągu i szukał wzrokiem chyba Krzysia.

Czy chcecie wiedzieć jak minął nam tydzień w Chorzowie oraz jak warto się spakować w taką podróż? 

10 komentarzy :

  1. W tych pociągach to nieraz takie akcje odchodzą, że aż strach o tym pisać.
    Jasne, że chcemy. Cieszę się, że już wróciliście;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akcje akcjami, ja miałam wypadek samochodowy gdzie odleciało koło i było dachowanie na autostradzie - cudeem tu jestem bo dachowałam. Uważam, że jak cos komuś ma się zdarzyć to się zdarzy gdziekolwiek - nawet na ulicy - przed losem się nie uchronimy.A to zawsze jakaś atrakcja - choć w dzień, który jechaliśmy mieliśmy większą atrakcję w Centrum Handlowym :D

      Usuń
  2. Ja się boję pociągów na dłuższy dystans. W aucie wygodniej, "prywatniej" no i bez zbędnego towarzystwa niechcianego ;)) Podziwiam że tyle godzin sama z maluchem przetrwałaś!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja bym się pociągiem nie wybrała.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeczytałam wszystko od deski do deski :) czekam na recenzję z pobytu. Szkoda, że czasem tak bywa, ze nie można spotykać sie tak często jak by się chciało. W podróż pociągiem bym się nie wybrała, trzy lata temu jechaliśmy do Zakopanego z dwójką dzieci i była to dla nas katastrofa. Jednak nie ma to jak samochód.

    OdpowiedzUsuń
  5. Hmm ciekawe jak ja przeżyję tą naszą podróż pociągiem, my na szczęście powinniśmy mieć cały przedział dla siebie, no chyba, że nam kogoś jeszcze dołączą bo jedno miejsce będzie wolne...

    OdpowiedzUsuń
  6. miałam już samodzielną podróż ze starszym synkiem do pociągu bierzemy tylko większy plecak najpotrzebniejsze rzeczy jeśli jedziemy na kilka 3 dni. Oj tak różnie bywa My najczęście jeździny tym pociągiem nocnym kuszetką wtedy dzieci smacznie spią My też się staramy zasnąć. Co do kawki to sama nie wiem mam teraz chorego młodszego synka i nie ma z nim kto zostać... ale jeszcze nic nie stracone będzie nie jedna okazja do spotkania bo wyprowadzka dopiero w październiku sierpień chłopaki nie chodzą do przedszkola i żłobka więc myśle że jakoś po 3 sierpnia da się zgrac nam zreszta ja jestem często na platanie z moimi urwiskami kochanymi prawie codzienie po 16 :D Twój mąż ma służbę czyli jest wojskowy?? to tak jak mój hehe

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj bałabym się podróży pociągiem z Alkiem... Pewnie by się udało, ale przedtem schudłabym 20 kg ze stres... Chyba pojadę jednak! :)
    No i czekam kochana na relację z pobytu w Chorzowie.

    PS
    A co do tamtej parki z dzieckiem - są ludzie i ludziska niestety.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja powiem Ci, że uwielbiałam i uwielbiam jazdę pociągiem (i mam nadzieję, że syn tez polubi). Nawet planuję zwiedzanie kraju pociągiem. jak ktoś chce i ma wolny weekend to podpowiem - intercity ma fajna ofertę o: http://intercity.pl/pl/site/oferty-promocyjne/oferty-krajowe/bilet-podroznika.html tj. nieograniczone przejazdy TLK po kraju przez cały weekend: od godziny 19.00 w piątek do 6.00 w poniedziałek, za jedyne 74zł (2klasa) i 104zł (1klasa). Ba - jeśli bezpośrednio przed weekendem jest dzień wolny, to ważność biletu się wydłuża - najbliższa taka okazja już w sierpniu bo 15.08.2014 to piątek i wtedy bilet będzie ważny od czwartkowego wieczoru do poniedziałkowego poranka. ;D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że do nas zaglądasz i życzę radosnych dni z nami.