środa, 23 kwietnia 2014

Micralite Superlite 2

W poprzednim wpisie TU pisałam spostrzeżenia Angeliki na temat Superlite.
Czas na moje wrażenia po użytkowaniu wózka.



Na początku miałam mieszane uczucia, ale miałam go po Bugaboo Bee+ i to był błąd. Może gdybym nie miała Bugaboo padłby zakup na ten wózek ale w wersji Toro.
Co w nim fajnego? Jest lekki ma duże tylne koła, jest zwinny, jest inny. A ja lubię rzeczy inne. 
Problemem było przestawienie się z Mutsego oraz Bugaboo na Micralite. Czemu? Bo ma tylne koła wąsko rozstawione a przednie szeroko (w Bugaboo też tak jest choć z mniejszym rozmachem różnica). Więc jeżdżenie wymagało ode mnie na początku zmiany wizualizacji przestrzennej. Inaczej trzeba skręcić, inaczej wjechać. Problem nr dwa dla mnie było ustawienie sobie rączki. Można ją sobie ustawiać jak wygodnie i przypomina trochę rączkę jak w rowerze. Musiałam się troszkę przestawić co nie jest problemem, choć warto wcześniej przymierzyć się do wózka. 
Nie lubię kubełkowych siedzeń. Szymkowi też nie przypadł do gustu, ale to kwestia indywidualna. Dla dziecka, które będzie jeździć już tylko na siedząco wydaje mi się dobrym rozwiązaniem.
"Otwarty" wózek jest dla nas super. Szymon nie lubi ograniczania przestrzeni.
Daszek - mogłoby go nie być na dobrą sprawę a okienko w daszku jest atrapą - nic nie widać.
Osłona przeciwsłoneczna została zaakceptowana -Szymko jak wiecie nie lubi zasłoniętego świata, dlatego dach w Mutsy był ciągle odsunięty (chyba, że padało) oraz żadna parasolka nie wchodziła w grę na spacerach.
Co jest ogromnym plusem a zarazem minusem? Świetnie się podbija, lekko, jedną ręką - nie ma problemów. Zarazem jest to minus, gdyż środek ciężkości jest rozłożony na tył przez co gdy mamy powieszoną torbę/plecak na rączce - wyjmując dziecko wózek się przewraca. Trzeba pamiętać o zdjęciu torby/plecaka, przed wyjęciem dziecka.
Składanie/rozkładanie: producent zapewnia o tym, że można jedną ręką, ale trzeba mieć wprawę chyba, bo nam szło opornie.
Wózek pokonuje wszelkie nierówności bardzo łatwo. Jest lekki, więc nie ma problemów - choć nie - jest problem, przy wietrze wyrywa się z rąk i chce odlecieć, ale to problem większości lekkich parasolek.
Koszyk jest i to dość pakowny - trzeba umiejętnie wkładać zakupy by nie wyleciały, ale to nie problem.
Wymiary wózka po złożeniu są jak laska i praktycznie powinna wejść do każdego bagażnika. Jest na tyle lekka, że jednocześnie można trzymać dziecko na rękach i wnosić wózek. 
Inne zalety wózka: można z nim bez problemu jeździć na rolkach i biegać - więc dla aktywnych sportowo to dość ważny argument.
Jest prawie wózkiem idealnym.
Można dokupić wiele akcesoriów i zmieniać kolorystykę wózka jak się chce. Możliwe jest dokupienie gondoli oraz adapterów do fotelika, więc może być wózkiem wielofunkcyjnym. To chyba pierwszy wózek, który jest tak lekki i wielofunkcyjny przy możliwości jeżdżenia po każdym terenie w miarę przyzwoitej cenie.





Czemu wolałabym Toro? Toro ma inne siedzisko choć wydaje się płytkie - dla nas byłoby lepszym rozwiązaniem bo nie lubimy wiszących nóg bezwładnie.

2 komentarze :

  1. Ja też nie lubię wiszących nóg, szczególnie, że młody się rozkracza i czasem trudno przejść w ciasnym przejściu, bo opiera je na bocznych rurkach...jeszcze do podstawki na nogi jest za mały :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj wiszące nogi mogą uprzykrzyć matce życie ^^"

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że do nas zaglądasz i życzę radosnych dni z nami.